wtorek, 15 stycznia 2013

Pod "Zielonym Jajem" III.

Prace trwają ,żeby nie było kilka ilustracji z odtwarzania elementów nie istniejących i łatania dziurek przez ”pućki ”(rdza po poznańsku) wygryzionych.










środa, 19 grudnia 2012

Zdrowych Spokojnych Świąt

Banalnie lub nie ,w związku ze zbliżającymi się Świętami i Nowym Rokiem chciałbym Wszystkim którzy zaglądają na mojego  bloga złożyć :
Najlepsze Życzenia.
Z jednej strony na kartce świątecznej chciałbym umieścić śliczną seksowna mikołajkę
z drugiej strony co powiedzą Panie ?
Może więc seksowny mikołaj ?
 Tak źle a tak nie dobrze ,więc będzie tradycyjny 
tłusty i stary Mikołaj ,Gwiazdor itp. zależnie od regionu i kraju ….



niedziela, 16 grudnia 2012

Zbieracze


Zbieracze , złomiarze  trudno było oprzeć się by nie oglądnąć wszystkich części …..
Serdecznie zapraszam do obejrzenia, kliknij na fotkę 



Mnie niektóre skarby po prostu zamurowały, zbieram na bilet do USA.
Wciąż nie mogę ochłonąć;) 

niedziela, 11 listopada 2012

Pod "Zielonym Jajem" II.


Po wielu urzędniczych schodach ,VAT-ach ,CIT-ach i innych
dotarliśmy do upragnionych "żółtych tablic".

Kolejne godziny pracy przyniosły mały lifting wizualny ,oczy zabłysnęły nowym światłem, pojawił się „kangurek” od jednego z braci dawców.
Mijają kolejne godziny ,dni,tygodnie a nawet miesiące ale coś drgnęło i zaczyna się dziać…..
Serce już bije ….wizualnie trzeba serduszko dopracować ale o dziwo jego kondycja jest zaskakująca
„Land” pali na pół obrotu pracuje równo, spokojnie, miarowo.


Instalacja została doprowadzona do jako takiego stanu ,po wycięciu kilkunastu metrów zbędnych kabli dokładanych przez kolejnych właścicieli – naprawiaczy. Po wymianie przełączników
(dawcy po raz kolejny okazali się bardzo przydatni) wszystkie elementy instalacji spełniają swoje zadanie łącznie z klaksonem ;)
.


Kolejnym etapem lub wyzwaniem było opanowanie chaosu wnętrza – oczywiście korekty dalekie są od ideału ,ale wprowadziły pewien ład .Po dokonaniu poprawek blacharskich oraz pokryciu całości nowym lakierem efekt zapewne będzie dużo lepszy.
Jednak stan obecny pozwala na wstępne opanowanie umiejętności prowadzenia pojazdu w którym ktoś umieścił koło kierownicze po nie właściwej stronie.
Oraz daje poczucie zmiany stracha na wróble w auto przeznaczone do renowacji ;)


Ostatnie słowo należało jak zawsze do kobiety ;)
Mama doczyściła szyby, tylko znanymi sobie metodami. 
Nie, nie moi drodzy to nie jest efekt końcowy, to tylko stan wyjściowy do tego by nazwać naszego „Landa” samochodem czas na blacharza….
Tak, tak tylko nadwozie wykonane jest z aluminium.
Podłoga wykonana ze stali pogryziona została zębem czasu, lub jak wolicie po poznańsku „pućki” ją lekko... pogryzły stąd interwencja blacharza wymagana.
Nadstawka w wersji bardziej osobowej dodała całości delikatności.

Cdn…







środa, 8 sierpnia 2012

Pod "Zielonym Jajem".


   Początek nowej historii .
Zrodziła się z kaprysu Ojca ,a tworzyć ja będą znajomi i przyjaciele oraz my czyli synowie. 
Historia zaczyna się na pewnej angielskiej ulicy w małym miasteczku gdzie stał sobie zapomniany i skazany na powolne umieranie On symbol „Zielonego Jaja”.
Jego wiek jest słuszny urodził się w roku 1974 jako kolejne wcielenie legendy .
Wielu z Was zapewne pamięta przygody "Elzy z afrykańskiego buszu"-tak tak to właśnie o nim będzie ta opowieść.

To właśnie On nasz bochater

Po trzech miesiącach starań nie tylko dotarł do kraju który jest mu zupełnie obcy ,ale dziwni ludzie po kilku godzinach zaglądania w jego najbardziej intymne miejsca jednoznacznie stwierdzili:
 zabytek ,oryginał 89%.
Wydano mu nowe świadectwo i nadzieje na dalsze ,nowe życie jako zabawka pasjonaty kolekcjonera.
Inni jego bracia nie mieli tyle szczęścia ich los jest już przesądzony…..



Dla nas będą jednak dawcami organów ,w operacji "renowacja", która się właśnie rozpoczyna. 
A cel który ma zostać osiągnięty powinien wyglądać ot na przykład tak





Cdn…


sobota, 12 maja 2012

CZACZ-Kraina przywiezionych skarbów





Czacz to wieś zupełnie inna niż wszystkie. Jej mieszkańcy porzucili hodowlę trzody, sadzenie ziemniaków i uprawę pomidorów. Znaleźli bardziej dochodowe zajęcie. Sprzedają to, co wyrzucają z domów inni. Dzięki temu żniwa mają cały rok.

Zaczął jeden, a gdy mu się udało, w jego ślady poszli pozostali. Dziś w Czaczu prawie wszyscy żyją z handlu. Jak ktoś nie ma żyłki do biznesu, to wynajmuje bardziej obrotnym swoje stodoły, obory, szklarnie i tunele foliowe, a niekiedy nawet garaże, piwnice oraz strychy. Co bardziej zamożni na swoich polach pobudowali nawet specjalne baraki pod wynajem. Cała wioska to hipermarket z używanymi rzeczami, wyrzuconymi przez Niemców, Belgów i Holendrów. Mieszkańcy wioski i okolic regularnie jeżdżą bowiem do naszych zachodnich sąsiadów i zbierają to, co znajdą na tzw. wystawkach, a potem sprzedają. Lokalizacja sprzyja interesom, bo Czacz leży przy krajowej „piątce”. Wioska dzieli się na dwie części, ale handel kwitnie w jednej. W tej drugiej z niewiadomych przyczyn się nie przyjął. Aby dotrzeć do ezoterycznej krainy staroci, trzeba jadąc od strony Poznania w kierunku Wrocławia skręcić w Czaczu z głównej drogi w prawo. Bibeloty pod eternitem Jest sobota. Pobocze przy głównej drodze obstawione autami. Żeby wysiąść z samochodu, trzeba swoje odczekać, bo z obu stron ciągnie sznur samochodów, a jezdnia wąska. Łowcy okazji i miłośnicy staroci lekceważą nawet zakazy zatrzymywania, ale policja rzadko interweniuje, bo wie, że tu jest inny świat. Reaguje tylko wtedy, gdy zastawią komuś bramę. Tablice rejestracyjne zdradzają przybyszów z najodleglejszych zakątków kraju. Przyjeżdżają tu ludzie nie tylko z Poznania i Wrocławia, ale także z Zielonej Góry, Krakowa, Warszawy, Torunia, Szczecina, a nawet Rzeszowa. Nie brakuje też obcokrajowców. Regularnie wpadają Ukraińcy, którzy zakupiony w Czaczu towar sprzedają potem u siebie. Byli nawet Arabowie, Hindusi i czarnoskórzy. - Ostatnio odwiedziło nas dwóch Anglików. Szukali prezentu ślubnego dla koleżanki z Poznania – wspomina pani Barbara, która w Czaczu handluje od 3 lat. - Ciężko było się dogadać, bo tutaj ludzie jeśli znają jakieś języki, to raczej niemiecki, ale sprzedaliśmy im rewelacyjny serwis obiadowy za trzy stówy. Byli wniebowzięci, a zdjęć to robili u nas jak Japończycy – opowiada naśladując ruchem ręki naciskanie spustu migawki. We wsi jest w sumie kilkaset punktów handlowych. Towar wszędzie niby ten sam, ale w każdym miejscu zupełnie inny, wręcz unikalny. Jest tu niemal wszystko. Kajaki, kaski, meble, obrazy rowery, zabytkowa broń, samurajskie miecze, sprzęt elektroniczny, a nawet atlas do ćwiczeń na siłowni i przyczepa kempingowa. Zaglądam na jedno z podwórek. Wita mnie otwarta na oścież szopa zbita z desek i eternitu, a w środku lampy. Zaraz obok nieco większy budynek gospodarczy, wchodząc do niego muszę uważać, by głową nie zawadzić o wiszące arlekiny z porcelany. Po jednej stronie zdezelowane meblościanki, po drugiej skórzane sofy z burzliwą przeszłością, na środku długi stół spreparowany z desek i dykty. Na nim rozpościera się królestwo bibelotów. Czuć zapach staroci, choć złośliwi nazwaliby go pewnie stęchlizną. U sąsiada obok wypolerowana plazma licuje z wielką gablotą na rzeźbionych nogach. Kawałek dalej w szeregowej zabudowie baraków, wśród starych odkurzaczy, piecyków olejowych i mikrofalówek dyskretnie spozierają na klientów pokryte grubą warstwą kurzu winylowe płyty: Hammond zum Tanzen i Benny Goodman.